Interbank i co z tego wynika

Czy słyszeliście o Interbanku ? Jeżeli ktoś interesuje się forex’em, to nazwa ta przynajmniej powinna mu „odbić się o uszy”. Tyle, że większość osób indywidualnych operujących na forex wie na ten temat niewiele lub zgoła nic … a to źle, bo trzeba znać środowisko, w którym się funkcjonuje.

Z historii forex wiemy, że początkowo uczestnikami tego rynku były jedynie duże instytucje finansowe, które handlowały walutami za pomocą specjalnych platform transakcyjnych. Platformy te, z pośrednictwa których korzysta obecnie ponad 1000 banków na całym świecie, połączone są ze sobą za pomocą globalnej sieci międzybankowej, dla której przyjęła się właśnie nazwa Interbank.

Minimalna wielkość dla pojedynczej transakcji na Interbanku wynosi 5 milionów USD, choć zazwyczaj jest znacznie większa i może wynieść nawet miliard USD. Wśród największych graczy zaangażowanych w operacje bezpośrednio na płaszczyźnie Interbanku są Citigroup i JP Morgan Chase w USA, Deutsche Bank w Niemczech czy HSBC w Azji.
Zasadniczo wszystko odbywa się jak na każdym innym rynku, bank-dealer walutowy umieszcza na platformie swoją ofertę i czeka na odpowiedź. Może też odpowiedzieć na oferty innych banków-dealerów widoczne na platformie. A dlaczego bank nie może wymienić waluty sam sobie, na przykład posiadając dolary przeliczyć je na franki, które również ma w swoich zasobach ? Bo nie … tak zostało to ustalone …

Interbank nie ma określonego miejsca, jest zdecentralizowany i nie jest regulowany. Jeżeli więc cały obrót, który nie odbywa się za pośrednictwem giełd nazwiemy „over the counter” (OTC), to forex jest jego częścią a Interbank – jako rynek hurtowy – stanowi najwyższy poziom forex, którego fragmentem jest także tzw. forex detaliczny (retail foreign exchange), czyli inwestorzy indywidualni (choć jedynie w pewnym sensie).
Mimo, że Interbank nie jest rynkiem regulowanym, to funkcjonują tam pewne standardy, choć nie ma przymusu ich stosowania. Strony transakcji mogą bowiem uzgodnić własne warunki wymiany. Ten brak regulacji jest jednak dyskusyjny, bo czyż na przykład nie można uznać za regulacje narzucania przez banki centralne stóp procentowych albo podawania kursów wymiany na zakończenie handlu w danym dniu.

Porządkując ten forex’owy chaos, mamy:

  1. Interbank, czyli rzeczywisty rynek wymiany walut, prawdziwy forex, dostępny jedynie dla dużych instytucji, które na nim kupują lub sprzedają waluty na zasadzie „jedna za drugą”.
  2. Walutowe regulowane rynki terminowe na giełdach, które umożliwiają obrót standaryzowanymi kontraktami terminowymi na kursy walut, które dostępne są dla uczestników o odpowiednio wysokim statusie majątkowym (przedmiotem obrotu nie są waluty).
  3. Rynki terminowe tworzone przez walutowe firmy brokerskie (z ang. currency trading companies), umożliwiające zawieranie transakcji z nimi samymi według ich własnych reguł. Dwie lub więcej CTC może utworzyć tzw. sieć komunikacji elektronicznej, (z ang. electronic communication network), czyli ECN. Przedmiotem obrotu dla rynków terminowych nie są waluty, ale zazwyczaj lewarowane kontrakty terminowe na różnice kursowe (z ang. contract for difference), zwane CFD. Tego rodzaju podmioty bezpośrednio nie uczestniczą w Interbanku a jedyne co łączy je z Interbankiem to oprogramowanie, które w pewien sposób – można by rzec – symuluje zdarzenia zachodzące na płaszczyźnie Interbanku.

Dlaczego w ogóle poruszam kwestię Interbanku ?
Otóż, jak z powyższego wynika, forex to międzynarodowy rynek wymiany walut, rynek międzybankowy, czyli Interbank. To on właśnie jest nieregulowany i zdecentralizowany. To na nim wymieniają waluty duże instytucje finansowe, bezpośrednio pomiędzy sobą lub z wykorzystaniem platformy elektronicznej. Natomiast klienci detaliczni do tego rynku nie mają żadnego dostępu, ani do jego parametrów, ani tym bardziej nie mają możliwości, aby na nim handlować. Klienci detaliczni mogą handlować na forex jedynie poprzez pośredników.
Tymczasem, jeśli przyjrzymy się przekazowi zawartemu w materiałach marketingowych praktycznie wszystkich brokerów, to skupia się on na cechach Interbanku (bezpieczeństwo, płynność, obroty etc.), aby stworzyć u potencjalnego klienta wrażenie, że będzie uczestniczył w międzynarodowym handlu walutą. W rzeczywistości jednak zlecenia klienta detalicznego nigdy nie trafiają na płaszczyznę Interbanku. Jak się o tym przekonać ? Wystarczy na przykład sprawdzić czy broker oferuje inne instrumenty niż waluty (indexy, surowce, akcje etc.); na Interbanku handluje się wyłącznie walutą. Albo czy możliwa jest gra bez użycia tzw. dźwigni; na Interbanku nie ma lewara a handlować można w oparciu o przyznany limit.

Klient detaliczny otrzymuje wyłącznie dane/informacje dostarczane przez brokera (który sam również nie ma bezpośredniego dostępu do informacji z Interbanku) i nie ma możliwości sprawdzenia rzetelności przedstawionych mu notowań. Klienci indywidualni przeprowadzają swoje operacje jedynie na platformie brokera, który jest drugą stroną transakcji. Broker zaś po uwzględnieniu przeciwstawnych zleceń od wszystkich uczestników kupuje lub sprzedaje nadwyżkę. Taka sytuacja zaś może (choć oczywiście nie musi) prowadzić do konfliktu interesów oraz stwarza pokusę manipulowania notowaniami przez brokera. Z tego zaś wynika, że jedną z najistotniejszych decyzji dla potencjalnych forex’owych inwestorów jest wybór odpowiedniego brokera. Świadomość tego to świadomość środowiska, w którym działamy.

Spotkałem się gdzieś z porównaniem, które uważam za niezwykle trafne i nad którym radzę zastanowić się przez chwilę:

O ile Interbank można porównać do targowiska, na którym handluje się zbożem, to forex detaliczny jest jak śledzenie cen zboża zza płotu targowiska i zakładanie się o jego przyszłe ceny …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *